kalendarz_okl.jpg

Kalendarz – Jarosław Naliwajko

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Ludzie na całym świecie głodują z różnych powodów – ze względu na biedę, nieurodzaj, chorobę lub w wyniku strajku. Są też tacy, którzy głodują, bo chcą – z potrzeby duszy. Do tej ostatniej grupy należy bohater (i autor) książki „Kalendarz”, który jest rzymskokatolickim zakonnikiem.

Jarosław Naliwajko postanowił pościć przez pięćdziesiąt dni. Swoje przeżycia podczas głodówki opisał krok po kroku, uwzględniając każdą chwilę i każdą reakcję organizmu, wliczając w to osłabienie, gęstość i smak śliny, gęstość moczu, czy konsystencję kału. Niewiele w tych opowieściach możemy znaleźć życia prywatnego duchownego, czy opisu jego codziennej pracy. Czytelnik może się dowiedzieć, że zakonnik regularnie uprawia jogę oraz od czasu do czasu spotyka się ze znajomymi na kieliszek wiśniówki lub wina. Mężczyzna przez cały okres głodówki pije tylko płyny – zieloną herbatę, gazowaną wodę mineralną i od czasu do czasu odrobinę alkoholu. Pozwala sobie jednak na drobne przyjemności, jakie stanowią owocowa guma czy przeżuta (a później wypluta) czekoladka.

„Rzeczywiście o głodzie się zapomina, raczej o łaknieniu. Pozostaje to przykre uczucie braku uciechy i przyjemności zjadania. Tęsknota, ale nie żeby się najeść, tylko jak dziecko, radość z jedzenia. Tak jakby matki brakowało. Uwalnianie się z drugiej strony z konieczności jedzenia? A może tylko taki mechanizm racjonalizowania sobie, usprawiedliwienia się przed samym sobą?”*.

Bohater ewidentnie ma problem z postrzeganiem i akceptacją swojego ciała. Zakonnik twierdzi, że jest zbyt gruby. Codziennie się waży, uważa że ma nalaną twarz i brzuch wielkości piłki lekarskiej, czego nie zauważają jego znajomi.  Możemy się także domyślać, że nie ma ciepłych relacji z rodzicami – o ojcu i matce nie wyraża się zbyt wylewnie. Mężczyzna chodzi na terapię.

Naliwajko na własnym przykładzie pokazuje, że głodówka jest wyniszczająca dla organizmu. Podczas pięćdziesięciodniowego postu mężczyzna nabawił się gruźlicy, czuł ataki lęku, miał przyspieszone bicie serca i był bardzo osłabiony. Mimo regularnych badań miał bardzo złe wyniki. „Kalendarz” zmusza do rozważań o ciele, chorobach związanych z odchudzaniem – bulimii i anoreksji – o jedzeniu jako przyjemności i o konsumpcjonizmie.  

Autor napisał książkę w formie dziennika i jak dziennik została spisana. Bez poprawek , z licznymi błędami stylistycznymi, ze zdeformowanymi zdaniami. Myśli zapisane są bardzo chaotycznie, jakby z doskoku. Mnogość równoważników zdań, pytań retorycznych i zdań z poprzestawianym szykiem, sprawiła, że ciężko mi było się skupić na samej treści, która, pomimo obrzydliwości takich jak szczegółowy opis kału, czy zapachu wydalanych gazów, była, co by nie powiedzieć, interesująca. Jednak jako czytelnik, sięgając po książkę, oczekuję czegoś więcej niż porozrzucanych  na kartce słów.

*Naliwajko Jarosław, Kalendarz, Novae Res, Gdynia 2014, str 51

Moja ocena 3/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res